W Pulsie Biznesu ciekawy artykuł nt. ilości aptek i trendach na rynku

Liczba aptek i punktów aptecznych w Polsce po raz pierwszy od 2013 r. spadła poniżej 14 tys. Rynkowi rywale spierają się, czy to dobrze, czy źle

Zamrożenie status quo — taki cel wskazywano ponad dwa lata temu podczas burzliwych prac nad nowelizacją prawa farmaceutycznego, znaną jako Apteka dla Aptekarza. Nowelizacja, mocno popierana przez samorząd aptekarski, miała zablokować możliwość agresywnej ekspansji i zwiększania udziałów rynkowych sieciom aptecznym. Udało się, a przy okazji liczba aptek wyraźnie spadła. We wtorek firma badawcza Iqvia podała, że liczba aptek i punktów aptecznych w Polsce spadła poniżej 14 tys. Jest ich najmniej od sześciu lat. Tydzień wcześniej firma Grant Thornton wyliczyła na podstawie danych rządowych, że w tym i ubiegłym roku z rynku zniknęło prawie 700 aptek, podczas gdy w XXI w. w każdym roku liczba aktywnych, prowadzących działalność aptek rosła.

— W ciągu ostatnich lat liczba aptek i punktów aptecznych w Polsce rosła niemal bez przerwy. Kulminację obserwowaliśmy na przełomie lat 2016/17, kiedy wiele aptek i sieci otwierało kolejne placówki — mówi Marcin Gawroński, dyrektor ds. współpracy z aptekami w Iqvia.

Zmiana trendu

Nowelizacja prawa farmaceutycznego, która ograniczyła sieciom możliwość otwierania kolejnych placówek, weszła w życie w połowie 2017 r. Wprowadziła kryteria demograficzne i geograficzne, które miały uniemożliwić m.in. otwieranie placówek w pobliżu już działających aptek, a także wprowadziła zasadę, że jeden farmaceuta może być właścicielem maksymalnie czterech aptek. Do końca 2017 r. liczba aptek i punktów nadal jednak rosła, by osiągnąć rekordowy poziom 14,9 tys. Potem zaczął się systematyczny spadek. Ubywało przede wszystkim aptek niezrzeszonych w sieciach.

— Ostatnie kilkanaście miesięcy to czas dużych zmian w liczbie i strukturze aptek. W ciągu roku zamknięto 985, a otworzono 460 aptek i punktów aptecznych. Aż 75 proc. zamykanych placówek to apteki i punkty apteczne należące do indywidualnych właścicieli — mówi Marcin Gawroński.

Aptek ubywało we wszystkich województwach — najwięcej w mazowieckim, gdzie ich liczba zmniejszyła się o 71, do 1,72 tys. Na znacznie mniejszym rynku punktów aptecznych sytuacja była bardziej stabilna — w ośmiu województwach punktów ubyło, w pięciu przybyło, a w trzech jest ich tyle samo ile rok wcześniej.

— W ostatnich latach apteki otwierały się praktycznie na każdym rogu. Istnieją miejsca, w których w promieniu kilkuset metrów jest nawet 5-6 placówek. Już wiele miesięcy temu ostrzegaliśmy, że w tej sytuacji otwieranie nowych aptek mija się z celem. Widać, że nasze prognozy się sprawdziły, a rynek powoli się stabilizuje — mówi Tomasz Leleno, rzecznik Naczelnej Izby Aptekarskiej zrzeszającej farmaceutów i od początku popierającej Aptekę dla Aptekarza.

Odmienne perspektywy

Przedstawiciele sieci aptecznych są tymczasem krytyczni wobec obowiązującego prawa.

— Widzimy wyraźnie, że Apteka dla Aptekarza spowodowała znaczący spadek liczby aptek, a trend się utrzymuje. Nic dziwnego, bo otwarcie nowej apteki przy obowiązujących obecnie regulacjach jest bardzo trudne, a w niektórych miejscach niemożliwe. W efekcie liczba zamknięć jest podobna jak w poprzednich latach, ale liczba otwarć nowych placówek jest znacznie niższa. Często są to też nowe apteki, które otwierane są na podstawie wniosków sprzed wprowadzenia nowelizacji prawa farmaceutycznego — mówi Marcin Piskorski, prezes Związku Pracodawców Aptecznych PharmaNET, zrzeszającego duże sieci.

W sieciach, zrzeszających pięć i więcej aptek, działa obecnie 6188 placówek, o 130 mniej niż rok wcześniej. To 44,3 proc. wszystkich aptek i punktów aptecznych. Ich udział w przychodach jest jednak znacznie większy i wynosi 63 proc.

— Kluczową kwestią jest to, czy trend zmniejszania się liczby aptek utrzyma się w kolejnych miesiącach i kiedy osiągniemy dno. Przy wprowadzaniu Apteki dla Aptekarza jako jeden z jej celów wskazywano zwiększenie dostępności usług farmaceutycznych na terenach wiejskich, ale statystyki pokazują, że apteki zamykają się przede wszystkim na wsiach i w małych miastach, a farmaceuci nie kwapią się do otwierania tam placówek — w niektórych miejscowościach zniknęła jedyna apteka. W wielu miejscach narastać będzie więc problem dostępności aptek i punktów aptecznych — mówi Marcin Piskorski.

Tymczasem izba aptekarska podkreśla, że aptek nie można otwierać w nieskończoność, bo w Polsce brakuje wykwalifikowanych farmaceutów: przypada ich średnio 1,78 na aptekę, podczas gdy unijna średnia to prawie 3.

— Zmiana liczby aptek wynika z określonej dynamiki rynkowej — w jednych miejscach apteki są zamykane, natomiast powstają tam, gdzie faktycznie są potrzebne. Z naszych obserwacji wynika, że powstają głównie na terenach wiejskich i w mniejszych miejscowościach, a więc tam, gdzie kiedyś ich brakowało — mówi Tomasz Leleno.

Według firmy Grant Thornton mimo zmniejszenia liczby aptek ich dostępność jest w Polsce — przynajmniej statystycznie — większa niż w dużych krajach Europy Zachodniej. W Polsce na aptekę przypada 2,65 tys. osób, tymczasem we Francji to 3,13 tys., w Niemczech 4,17 tys., a w Wielkiej Brytanii nawet 4,55 tys.

© ℗

Podpis: Marcel Zatoński

Źródło : https://www.pb.pl/aptek-ubywa-sporow-przybywa-969434?fbclid=IwAR2xxVrnsLGgTnP3EAMzkYuL9e9ABpaS4SuN-RfSn6SuYAhdTThha-61Ekw