Wielka Brytania zbroi się w leki, Polska tylko się przygląda

Wizja brexitu spowodowała, że Brytyjczycy ściągają substancje czynne z Azji i gotowe produkty z Europy. Może to być niebezpieczne dla polskich pacjentów i kosztowne dla naszych producentów.

„DGP”ustalił, że u jednego z chińskich wytwórców substancji czynnych zapotrzebowanie zgłoszone przez Brytyjczyków w lipcu 2019 r. wzrosło rok do roku o 225 proc. U innego – o 180 proc. Wielka Brytania potrzebuje przede wszystkim surowców wykorzystywanych w produkcji leków na choroby przewlekłe: cukrzycę, schorzenia tarczycy, kłopoty kardiologiczne i neurologiczne.

Plan lekowy

– Docierają do nas sygnały o coraz większych zapasach robionych przez Wielką Brytanię – potwierdza Marek Tomków, wiceprezes Naczelnej Rady Aptekarskiej. To zresztą znajduje odzwierciedlenie w informacjach prezentowanych przez oficjalne agendy rządowe. Na szkockiej stronie rządowej Gov.scot możemy przeczytać o działaniach gabinetu Zjednoczonego Królestwa, by zapewnić jak najszerszy dostęp do leków. Krajowi producenci zostali zobligowani do zwiększania zapasów substancji czynnych, a zapasy lekowe są codziennie weryfikowane.

Brytyjska administracja odzywa się również do największych europejskich producentów leków. Udało się nam potwierdzić u dwóch globalnych graczy, że Londyn jest gotów zapłacić znacznie większą od standardowej cenę w zamian za przekazanie mu zapasów przeznaczonych na rynek europejski. Dla jasności: chodzi o opakowania, które są w rezerwie. Nie jest tak, że do Londynu trafią leki przeznaczone z góry na rynek polski. Trafią te, które mogłyby ewentualnie trafić nad Wisłę w sytuacji kryzysowej.

Dlaczego Wielka Brytania masowo skupuje substancje czynne i leki? Przygotowuje się na scenariusz twardego brexitu. Najprawdopodobniej – nawet przy bezumownym wyjściu Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej – uda się zawrzeć porozumienie, które zabezpieczy brytyjskim pacjentom dostęp do leków produkowanych poza granicami Zjednoczonego Królestwa oraz chorych z innych części Europy w medykamenty produkowane na Wyspach. Ale pewności nie ma. Istotne jest również to, że kurczące się zapasy osłabiałyby pozycję negocjacyjną Brytyjczyków, gdyby rozmowy dotyczące warunków obrotu produktami leczniczymi się przedłużały. Dlatego Królestwo chce stworzyć możliwie największe zapasy, by móc spokojnie rozmawiać o ewentualnym porozumieniu. I przede wszystkim, by zabezpieczyć swoich obywateli. Rządowy plan przewiduje, że stany magazynowe powinny wystarczyć na co najmniej sześć tygodni sprzedaży leków bez jednoczesnego dopływu nowych.

Polski pacjent

Dlaczego intensywne działania Wielkiej Brytanii powinny interesować Polaków? W wariancie optymistycznym to jedynie ciekawostka. „Pójście na zakupy” przez Brytyjczyków nie wpływa dziś na stany magazynowe w Polsce. Gdyby jednak powtórzyły się problemy z produkcją substancji czynnych w Azji, z której pochodzi ok. 80 proc. surowca wykorzystywanego w sprzedawanych w Polsce lekach, może się okazać, że wydrenowanie rynku przez Brytyjczyków stanie się kłopotem polskich pacjentów.

– Wielka Brytania to rynek większy od naszego. Bądź co bądź mówimy o 66 mln ludzi. Ponadto kupuje drożej niż Polska – wyjaśnia Marek Tomków.

– Oznacza to, że w razie kryzysu magazyny w Europie będą puste, a Chińczycy w pierwszej kolejności sprzedadzą substancje czynne Brytyjczykom. Polska dostałaby to, co zostanie – zwraca uwagę przedstawiciel samorządu aptekarskiego.

Ewentualnie – o czym wspomina dr Dobrawa Biadun, radca prawny – europejscy producenci będą zmuszeni płacić za substancje czynne więcej, skoro więcej zaczęli płacić Brytyjczycy. Może to mieć skutek w postaci wzrostu cen leków. Przy czym niekoniecznie, przynajmniej w pierwszych miesiącach, odczuliby to pacjenci. Wzrost cen mógłby uderzyć w samych przedsiębiorców, gdyż w przypadku leków refundowanych na zwiększenie refundacji musiałby zgodę wyrazić jeszcze rząd. Tymczasem dotychczas wszelkie utrudnienia przerzucano na biznes.

– To sytuacja patowa. Trudno się dziwić Brytyjczykom, że chcą zagwarantować dostęp do leków swoim obywatelom. Trudno się dziwić Chińczykom, że korzystają z okazji. A zarazem Polska niewiele może zrobić – spostrzega prawniczka. I dodaje, że sprawą powinna zająć się Unia Europejska, która kwestię bezpieczeństwa lekowego w ostatnich latach zaniedbała.

Tajemnicą poliszynela jest, że kłopot z jednolitym stanowiskiem Wspólnoty wynika z tego, że nie wszystkie państwa członkowskie UE są nim równie zainteresowane. Kraje o rozwiniętym biznesie farmaceutycznym, jak Niemcy czy Francja, uważają, że mogą samodzielnie rozmawiać z Chińczykami, a ewentualne braki uzupełniać dzięki działaniom rodzimych koncernów farmaceutycznych.

– Zamieszanie związane z brexitem i wykupowaniem substancji czynnych i leków przez Wielką Brytanię pokazuje nam po raz kolejny to, jak duże jest znaczenie globalizacji i geopolityki. I na wiele czynników polska administracja nie ma wpływu, bo przecież nie sposób nakazać Chińczykom reglamentacji dostaw na Wyspy. Warto jednak pracować nad odpowiedzialną polityką lekową, która pozwoliłaby nam redukować ryzyka związane z sytuacją w innych państwach – konkluduje Dobrawa Biadun.

Rząd ma w ręku wszystkie narzędzia

Krzysztof Kopeć, prezes Polskiego Związku Pracodawców Przemysłu Farmaceutycznego: Nasi członkowie nie odczuli do tej pory problemów z zaopatrzeniem w substancje czynne do produkcji leków. Jednak pojawienia się takiego zagrożenia nie można wykluczyć. I jest to z pewnością jasny sygnał dla naszego rządu, że powinniśmy kwestie bezpieczeństwa lekowego traktować priorytetowo. Tymczasem szczycimy się tym, że ceny leków w Polsce należą do najniższych w UE, a to oznacza, że w przypadku ograniczonej produkcji leków na świecie będziemy ostatnim rynkiem, na który firmy będą swoje produkty kierować. Trzeba też natychmiast wdrożyć narzędzie wsparcia produkcji substancji czynnych i leków w Polsce. Przedsiębiorcy podejmują decyzje inwestycyjne na podstawie analizy rynku i to jest zupełnie racjonalne zachowanie. Jeśli Polska wdroży narzędzia wsparcia produkcji farmaceutycznej na terenie naszego kraju i analizy ekonomiczne wykażą, że wytwarzanie u nas substancji czynnych i leków się opłaca, na pewno wytwórcy będą to robić. Obecne przepisy pozwalają już dziś na uwzględnienie przy negocjacji cen leków aktywności inwestycyjnej jej producenta w Polsce. Rząd ma więc w ręku wszystkie narzędzia.

Źródło : interia.pl