Mariusz Kisiel o samorządzie, deregulacji i skutkach ADA 2.0: „Apteki zamykają się, pacjenci płacą więcej”

Rynek apteczny w Polsce od lat podlega coraz większym ograniczeniom regulacyjnym. Efekt? Spada liczba aptek, rosną ceny leków, a farmaceuci tracą perspektywy rozwoju. O tym, dlaczego – zdaniem branży – obecny model nie służy ani pacjentom, ani pracownikom, ani przedsiębiorcom, mówi dla PolitykaZdrowotna.com Mariusz Kisiel, mgr farmacji i prezes Związku Aptek Franczyzowych.

Samorząd aptekarski – czy reprezentuje realny rynek?

PolitykaZdrowotna.com: Czy samorząd aptekarski w obecnym kształcie realnie odpowiada na problemy, z jakimi mierzą się dziś wszystkie apteki – zarówno franczyzowe, sieciowe jak i indywidualne?

Mariusz Kisiel: Nie. Myślę, że możemy odpowiedzieć na to pytanie bardzo wprost. Samorząd aptekarski od lat kojarzony jest z reprezentowaniem interesów wąskiej grupy – małych, indywidualnych właścicieli aptek, które często, błędnie nazywane są tzw. „aptekami niezależnymi”. W rzeczywistości jednak te „niezależne” apteki nie są obecnie takie „niezależne” i pewnie już nigdy nie będą.

Struktura rynku wygląda dziś tak, że formalnie jest on podzielony mniej więcej pół na pół między sieci i apteki indywidualne, ale w praktyce niemal każda „indywidualna” apteka działa w ramach jakiegoś programu franczyzowego, partnerskiego lub grupy zakupowej. Rynek w ostatnich latach bardzo mocno się skonsolidował, a samorząd zdaje się tego nie dostrzegać lub udaje, że nie widzi tej konsolidacji – szczególnie jeżeli chodzi o konsolidację tysięcy małych aptek indywidualnych w ramach programów partnerskich jednej z hurtowni farmaceutycznych. I tak np. w raporcie rocznym grupy Neuca widzimy, że z różnego rodzaju programów partnerskich na koniec 2024 roku korzystało aż 4140 aptek co stanowi obecnie prawie 40% rynku – ok. 1900 aptek w programach Świat Zdrowia i Partner oraz ok. 2200 aptek w programie IPRA. Tutaj samorząd nie widzi zagrożenia monopolizacją, a neguje istnienie sieci, w tym sieci franczyzowych, których udział w rynku wynosi, dla największego gracza, niecałe 13%, a pozostałe sieci zazwyczaj nie przekraczają 5% udziału.

PZ: Co to oznacza w praktyce dla zawodu farmaceuty?

MK: Samorząd powinien reprezentować cały zawód farmaceuty, a nie skupiać się przede wszystkim na problemach właścicieli aptek i to tylko tej wąskiej ich grupie – tzw. aptekarzy indywidualnych. Farmaceuta może pracować w aptece, szpitalu, przychodni, ale też mógłby przecież świadczyć usługi poza apteką.

Dziś istnieje ogromna presja środowiska, by „uwolnić” zawód – umożliwić świadczenie opieki farmaceutycznej w niezależnych gabinetach lub nawet by w ramach pracy w aptece można było wyjść z usługami na zewnątrz – np. by zaszczepić pacjentów w DPS. Farmaceuci, którzy do tego dążą, nie mają realnego wsparcia samorządu. Dlaczego? Bo wielu aptekarzy obawia się, że odpływ farmaceutów z aptek pogłębi problemy kadrowe.

Moim zdaniem to krótkowzroczne. Uwolnienie zawodu uczyniłoby farmację bardziej atrakcyjną i mogłoby zachęcić młodych ludzi do studiowania tego kierunku.

Rozwój usług na pewno pozytywnie wpłynąłby na możliwości zarobkowe zarówno w aptece jak i poza nią. Widzimy zresztą na przykładzie Wielkiej Brytanii czy Włoch, że sprawne wdrożenie dodatkowych usług po pierwsze zwiększa prestiż zawodu, a po drugie bardzo pozytywnie wpływa na poziom wynagrodzenia farmaceutów.

Rozporządzenie o warunkach prowadzenia aptek – sukces czy pozorna ulga?

PZ: Naczelna Izba Aptekarska ogłosiła sukces po zmianach w rozporządzeniu dotyczącym warunków prowadzenia aptek. Czy rzeczywiście coś się poprawiło?

MK: Realne problemy aptek są w innym miejscu niż sposób pomiaru temperatury – to brak usług, braki kadrowe, skomplikowane przepisy oraz nadmierna przewaga hurtowni i uciekająca marża. W tym przypadku mam mieszane uczucie. Apteki będące własnością członków ZAF dostosowały się do tych przepisów. Koszt ich wdrożenia nie był wysoki. W mojej ocenie całodobowy pomiar i zapis warunków przechowywania leków zwiększa bezpieczeństwo pacjentów. Rezygnacja z obowiązku monitoringu oznacza de facto zerwanie łańcucha bezpiecznej dostawy.

Elektroniczny monitoring temperatury daje kierownikowi apteki pełną wiedzę: co się działo z lekiem, kiedy, jak długo. Są alerty, można reagować w porę, uratować preparaty warte dziesiątki tysięcy złotych. Automatyczny zapis warunków przechowywania jest dużo lepszym, wygodniejszym i pewniejszym rozwiązaniem, niż ręczne zapisywanie pomiaru w zeszycie.

Rozumiem, że niektóre apteki nie miały środków na realizację tego obowiązku. Ministerstwo Zdrowia mogło tej grupie zapewnić dłuższy okres przejściowy albo wsparcie finansowe.

Szczepionki na tylnym siedzeniu auta

PZ: Podaje Pan przykład transportu szczepionek jako symbolu systemowego chaosu.

MK: To raczej efekt chaosu wprowadzonego przez poprzednie kierownictwo departamentu farmacji w MZ. Dziś farmaceuta musi często sam jechać kilkadziesiąt kilometrów do sanepidu po szczepionkę i przewozić ją prywatnym samochodem. Bez profesjonalnego monitoringu warunków.

Z perspektywy budżetu to żadna oszczędność. W praktyce jest to wydłużenie łańcucha dystrybucji, skutkujące skróceniem okresu, w którym można użyć szczepionki co zwiększa ryzyko utylizacji. Wcześniej RARS dostarczał je bezpośrednio do apteki co było szybkie, skuteczne i bezpieczne.

W mojej ocenie zmiana zasad dystrybucji mogła zmniejszyć popularność szczepień i ograniczyć do nich dostęp – szczególnie pacjentom z mniejszych miejscowości. Zresztą wystarczy spojrzeć na statystyki – obecnie mamy o ok. 1000 mniej aktywnych aptecznych punktów szczepień niż podczas pandemii. Oczywiście jest kilka elementów, które na to wpływają – m.in. skomplikowany sposób podpisania umowy, trudności z rozliczeniem, brak możliwości szczepień poza apteką i właśnie sposób transportu. To pokazuje, że potrzebujemy szukać ułatwień w tym obszarze, a nie dodatkowych skomplikowanych procesów. Przez te sztuczne bariery kilka tysięcy farmaceutów ciągle nie może wykorzystać swoich nabytych kompetencji.

Największy problem rynku: znikające apteki

PZ: Jakie są dziś największe systemowe problemy rynku aptecznego?

MK: Najpoważniejszy problem to gwałtowny spadek liczby aptek. Proces ten rozpoczął się w 2017 roku wraz z ustawą „Apteka dla Aptekarza”, a od 2023 roku, po wejściu ADA 2.0, tylko się pogłębił.

Mniej aptek to mniejsza konkurencja, a to bezpośrednio uderza w pacjentów. W miejscach z dużą konkurencją ceny leków są nawet o 30% niższe niż tam, gdzie aptek jest mało.

W małych miejscowościach pacjenci są często wykluczeni komunikacyjnie, starsi, schorowani. Nie mają możliwości jeżdżenia od apteki do apteki. Kupują drożej albo wcale, a brak realizacji recepty stanowi realne zagrożenie dla ich zdrowia, a nawet życia.

Do tego dochodzą braki leków. Raport Forum Konsumentów pokazuje, że w tzw. aptekach sieciowych odnotowano jeden brak leku, a w aptekach indywidualnych – aż 17. Do wielu aptek pacjent musi więc wracać by kupić lek. Często nie ma jak.

Źródło|: https://politykazdrowotna.com/artykul/mariusz-kisiel-o-samorzadzie-n2210060