“To nie fentanyl jest największym problemem”. GIF mówi o kryzysie opioidowym i piosence Taco Hemingwaya

Nieuczciwi lekarze będą czasowo tracili prawo wypisywania recept na leki opioidowe. To przewiduje projekt przygotowywany przez zespół do spraw tzw. receptomatów. – Mamy ogromny problem z nielegalnym obrotem opioidami – mówi w rozmowie WP Łukasz Pietrzak, Główny Inspektor Farmaceutyczny.

Tymi, którzy bezrefleksyjnie, za kilkaset złotych wypisują leki narkotyczne na żądanie, zajmuje się zespół pod przewodnictwem Głównego Inspektora Farmaceutycznego. Łukasz Pietrzak, kierujący inspektoratem, twierdzi, że mają plan na powstrzymanie albo ograniczenie tego procederu.

Ale problem nie dotyczy wyłącznie leków na receptę. W ostatnich tygodniach nastąpił gwałtowny wzrost sprzedaży solpadeiny. Zbiegło się to w czasie z premierą piosenki Taco Hemingwaya “Zakochałem się pod apteką”, która stała się internetowym hitem.

W tym przypadku GIF rozpoczął procedurę sprawdzającą, czy utwór, w którym pada nazwa wspomnianego leku, nie narusza przepisów dotyczących reklamy produktów leczniczych. W rozmowie z WP Łukasz Pietrzak tłumaczy swoją decyzję i wyjaśnia, dlaczego takie treści mogą być niebezpieczne.

Michał Janczura i Dariusz Faron, Wirtualna Polska: Uwziął się pan na Taco Hemingwaya? Czy rzeczywiście piosenka może być realnym zagrożeniem dla zdrowia publicznego?

Łukasz Pietrzak, Główny Inspektor Farmaceutyczny: W ubiegłym roku skierowaliśmy do prokuratury zawiadomienie w sprawie wypowiedzi Doroty Rabczewskiej, która sugerowała, iż można zastąpić leki stosowane w chorobach przewlekłych suplementami diety. Ktoś mógłby więc uznać, że nie lubimy artystów, choć to oczywiście nieprawda. Jako urząd mamy obowiązek nadzoru nad przestrzeganiem przepisów ustawy Prawo Farmaceutyczne.

Sytuacje, które nasilają nieuzasadnioną konsumpcję leków, są społecznie niebezpieczne. Wymaga to działania instytucji, która jest odpowiedzialna za nadzór nad obrotem i jakością produktów leczniczych.

To niech nas pan przekona, że ta sytuacja z Taco Hemingwayem rzeczywiście jest niebezpieczna.

Tekst jego utworu nawiązuje do pozamedycznego wykorzystaniu leków, które jak wszystkie substancje mają działania niepożądane i dawki toksyczne. Biorąc pod uwagę duże zasięgi artysty, jak i popularność wśród młodych osób, niebezpieczeństwo, że ktoś nieświadomie stanie się ofiarą przedawkowania leku jest duże.

Jako państwo w 2023 roku wydaliśmy ponad 92 miliony złotych na hospitalizacje wynikające z działań niepożądanych i zatruć lekami. Z tego 8 proc. stanowiło leczenie z powodu zatruć paracetamolem. W przypadku tego leku, o którym śpiewa Hemingway, właśnie paracetamol jest największym niebezpieczeństwem.

Już nawet kilka tabletek przyjętych jednorazowo może powodować trwałe uszkodzenie wątroby. Musimy działać prewencyjnie jako urząd i jako państwo, aby powstrzymywać tego typu niebezpieczne dla zdrowia zachowania.

Co możecie zrobić w ramach tych kompetencji?

Główny Inspektorat Farmaceutyczny sprawuje nadzór nad przestrzeganiem przepisów w zakresie reklamy, może więc w drodze decyzji nakazać zaprzestania ukazywania się reklamy produktu leczniczego sprzecznej z obowiązującymi prawem. W tym przypadku musimy w pierwszym kroku ustalić, czy artysta miał zgodę podmiotu odpowiedzialnego na prowadzenie reklamy. Dopiero potem możemy podejmować dalsze kroki.

A można takie leki w ogóle reklamować?

Produkty lecznicze zawierające substancje psychotropowe lub środki odurzające, a ten lek oprócz paracetamolu zawiera substancję zaliczaną do grupy związków opioidowych, mogą być reklamowane na zasadach określonych w prawie farmaceutycznym, a ta reklama podlega określonym w nich ograniczeniom. Reklama może być prowadzona jedynie przez podmiot odpowiedzialny bądź podmiot działający na jego zlecenie.

Wspomniany skład leku jest powodem, że preparat używany jest także do celów pozamedycznych. To nie nagonka na konkretny lek. Chodzi o grupę preparatów zawierających pseudoefedrynę, kodeinę, czy dekstrometorfan. Są one używane poza medycznie, co stanowi duże zagrożenie i problem w naszym kraju.

Jesteśmy jednym z trzech państw w Unii Europejskiej, gdzie kodeinę można kupić bez recepty. Zdecydowana większość krajów europejskich przerejestrowała ten lek i można go kupić tylko z przepisu lekarza. Większość państw podjęła działania ograniczające dostęp do tych leków, co pokazuje, że to zagrożenie jest realne.

Czy mając do dyspozycji dane z systemów e–Zdrowia, widzicie, że rzeczywiście konsumpcja leku, o którym śpiewa raper, w Polsce wzrasta, i że są jakieś konsekwencje zdrowotne?

Rejestr zatruć środkami zastępczymi lub nowymi substancjami psychoaktywnymi, w tym lekami używanymi niezgodnie z przeznaczeniem, prowadzi Główny Inspektorat Sanitarny. Oprócz tego dane dotyczące zatruć lekami i wynikającym z tego faktu leczeniem gromadzi URPLWMiPB [Urząd Rejestracji Produktów Leczniczych, Wyrobów Medycznych i Produktów Biobójczych – red.] oraz NFZ. Na pewno zwrócimy się o takie informacje w ramach współpracy między organami.

W ostatnim okresie obserwujemy wzrost sprzedaży tego leku w aptekach. Czy to efekt utworu? Trudno nam to jednoznacznie powiedzieć. Natomiast dostrzegamy trend w mediach społecznościowych, gdzie fani, najczęściej bardzo młodzi ludzie, pokazują opakowania tego leku.

Jak działają “receptomaty”?

To, co zostało przez media nazwane “receptomatem” dotyczy podmiotów, które za pośrednictwem platform internetowych lub aplikacji umożliwiają szybkie uzyskanie e-recepty. Zapewnia to wygodę, szczególnie dla osób potrzebujących stałych leków, jednak nie zastępuje w pełni tradycyjnej wizyty lekarskiej w przypadku diagnozowania złożonych problemów zdrowotnych. Wśród nich działają także placówki, które automatycznie, bezrefleksyjnie wystawiają recepty na wszystko, co pacjent sobie zażyczy.

Z naszych doświadczeń i analiz, które wykonuje Centrum e-Zdrowia, wynika, że najczęściej to właśnie małe podmioty, często jednoosobowe działalności zajmują się handlem receptami i dość często na leki opioidowe. Zdarza się, że takie recepty stanowią nawet 80 proc. wystawionych przez danego lekarza. Najczęściej to się odbywa bez bezpośredniego kontaktu pacjenta z lekarzem.

O jakich liczbach mówimy?

Na podstawie algorytmu i analiz, które przesyła nam Centrum e-Zdrowia, jest to kilkudziesięciu lekarzy w kraju, którzy zostali oznaczeni jako ci, którzy mogą działać z naruszeniem prawa.

Mówimy o tych, którzy wystawiają recepty na dużą skalę?

Nie chodzi tylko o skalę. Jest szereg parametrów, które Centrum e-Zdrowia analizuje, i które wspólnie określiliśmy. W mojej ocenie te algorytmy w sposób bardzo precyzyjny wskazują, czy lekarz wykonuje swoją pracę zgodnie z obowiązującym prawem, czy też właściwie handluje receptami. Oczywiście sposoby działania tych placówek się zmieniają, dlatego musimy w sposób płynny i elastyczny podchodzić do zmiany tych algorytmów.

Efekt analiz kierowany jest do Rzecznika Praw Pacjenta, samorządu zawodowego lekarzy oraz do organów ścigania. W tamtym roku Rzecznik wszczął ponad 40 postępowań w sprawie podmiotów, które niezgodnie z przepisami prawa wypisywanie recept na leki kontrolowane.

Opisaliśmy ostatnio w Wirtualnej Polsce historię pacjentów szpitala psychiatrycznego w Warszawie. Zamawiali recepty przez internetowy komunikator, między innymi na morfinę czy oksykodon. Skoro znacie mechanizmy, dlaczego nie udaje się tego zablokować? Opisana przez nas historia skończyła się zgonem pacjenta.

Te transakcje są do uchwycenia. Mamy bardzo precyzyjne dane pokazujące wszystko, co się dzieje z receptą od momentu jej wystawienia, aż do realizacji. Tyle tylko, że musimy mieć jeszcze odpowiednie mechanizmy reagowania na tego typu nadużycia. W razie wątpliwości powinna istnieć możliwość podjęcia szybkiej decyzji o blokadzie wystawienia recept na tego typu leki przez konkretną osobę.

Takie rozwiązanie funkcjonuje np. w USA. Ten kraj jest najbardziej obciążony kryzysem opioidowym, gdyż notuje ponad 100 000 zgonów rocznie w wyniku przedawkowania substancji opioidowych. Wprowadzono tam system oparty o certyfikat dla substancji kontrolowanych. Jeśli coś wzbudza podejrzenia, wprowadzona jest czasowa blokada preskrypcji.

Oznacza to, że przez konkretny okres lekarz nie może wypisywać recepty na określone substancje. W tym czasie odpowiednie organy podejmują czynności kontrolne. Sprawdza się wcześniej wystawione recepty, aby potwierdzić bądź wykluczyć sytuację, w której mogło dochodzić do nadużyć. Takie narzędzie przydałoby się na naszym rynku.

Źródło: https://wiadomosci.wp.pl/to-nie-fentanyl-jest-najwiekszym-problemem-gif-mowi-o-kryzysie-opioidowym-i-piosence-taco-hemingwaya-7252563874560384a